лкньвшмштп

Byłem na Krymie i nurkowałem tam. Relacja z wyjazdu weekendowego

by / Comments Off on Byłem na Krymie i nurkowałem tam. Relacja z wyjazdu weekendowego / 81 View / August 2, 2013

Piątek, 12 Czerwiec 2009 19:16
Nareszcie wybrałem się na Krym!!! To doprawdy wstyd, żebym mieszkał w Ukrainie prawie dwa lata i jeszcze nie był na Krymie. W sumie to kiedyś tam byłem, ale miałem wtedy 6 lat i w sumie mało pamiętam.
Wiele słyszałem dobrego o tym miejscu. A to, że tam na zboczach powietrze lecznicze jest, a to, że tam pozytywna energia się znajduje.
лкньвшмштпA ostatnio najwięcej słyszałem, że drogo, serwis słaby, ale przyroda wspaniała! I że naprawdę tam warto pojechać. Tutaj mówi się, że jak ktoś jedzie na Krym to – uuu to zarabia mu się nieźle! Ukraińcy żartują sobie – że ten rok jest gorszy, więc pojadą do Turcji, ale w przyszłym, gdy zarobią więcej, to pojadą na Krym!
Wyjechałem w piątek o 4 rano. Na Krymie był już znajomy instruktor i przedstawiciel TDI Ukraine. Trasa z Kijowa na Krym jest dość długa, ponad 1000 km!!!

Tak, Ukraina to naprawdę duże państwo. Po zbłądzeniu i 40 kilometrowym safari przez bazkresne pola Ukrainy o godzinie 17.00 wjechałem do legendernego miasta na Krymie – Balaklawa. To miasto było pilnie strzeżoną tajmnicą. Centrum miasta to piękny fjord otoczony górami. W zboczu góry wydrążony jest ogromny tunel, gdzie wpływały podwodne okręty atomowe. Mogły tam wpływać nawet w pełnym zanurzeniu. Tam w górze, był poprostu serwis okrętów podwodnych. Od razu miescowych podpytałem czy da się tam zanurać. Popatrzyli się na mnie jak na wariata, później na wodę i w sumie sam zrozumiałem, że i tak bym chyba nic nie zobaczył. Woda poprosu portowa. Zero widoczności. Zamówiliśmy z kolegą w portowej restauracji rybkę. I rybka też była portowa. Smakowała ropą naftową. Definitywnie odechciało mi się nurać w porcie.
Spotkaliśmy się z właścicielem bazy nurkowej położonej w samym porcie. Baza super. Tlen, nitrox, trymiks, do wynajmu twiny stalowe, stage alu. Czyli to czego techdiver potrzebuje. No i organizują wypłynięcia w różne miejsca nurkowe. Ceny – dość drogo. Tak jak w Egipcie za gazy i wynajem butli. Natomiast czuje się u nich pełny profesjonalizm. Aż chciało się z nimi zanurać. Moim celem była miejscowość Alupka u podnórza góry Ajpietri. Tam był Sergiej, ten z TDI wraz ze swoim kursantem.
U chłopaków z Balaklawy nabiłem dwa stage tlenu i pojechałem w stronę Alupki. Droga była przepiękna. Bujna, pachnąca roślinność, droga po zboczach nadmorskich. Powietrze faktycznie – uzdrawiające i cudownie pachnące! Dojechałem do Alupki. Sergiej był, gdzieś w restauracji. Dotarłem tam na „marszutce” (busik kursujący po określonej trasie). Zwykła taksówka była podejrzanie za droga – 70 hrywien za kurs to zwykły, Krymski „rozwod”, czyli oszukanie turysty przez miejscowego. Restauracja była na miarę Sergiejowego kursanta. Tym kursantem był chyba jakiś bogacz Kijowski. Przekąsiłem to co było najtańsze i czego w karcie było najwięcej. I w sumie najadłem się. Następnego dnia z samego rana umówiliśmy się na składanie szpeja i nura.
Pogoda była paskudna. Po trasie byłem jeszcze na wpół przytomny. Ale jak Kola (kursant) zaczął wyciągać ze swojego LandCrousira swoje zabawki, to szybko oprzytomniałem.

Nawet przez chwilę wydawało mi się, że śnię! Koleś miał wszystkie zabawki, o których może pomarzyć nurek. O których ja sam marzę. Toyota HZJ – nowa!!! 7 metrowy rib Zodiac. Kupa sprzętu, a w tym, defibrylator, EKG, aparat podtrzymywania oddychania, apteczka nawet z zastrzykami z adrenaliny, czyli to o czym mogą sobie pomarzyć w karetkach w Ukrainie. No, ale wiadomo, że jak się ma tyle zabawek to czasem nie ma kiedy się nimi bawić. Ja byłem gotowy do nurania po około 30 minutach. Chłopaki byli jeszcze w proszku. Po paru godzinach postawili riba na wodzie. Po ciężkiej pracy załadowaliśmy sprzęt na riba i w drogę. Było zimno, padał deszcz i wiał silny wiatr. Gdy wchodzilismy w ślizg, rib zaczął się zapełniać wodą. Okazało sie, że zaczęła walić woda z pomiędzy rękawa a twardej burty łodzi. Zawinęliśmy z powrotem do portu. Okazało się, że rękaw zaczął się odklejać… Podobno to częsty problem Zodiaca. Ale ten był przecież nowy!
Stwierdziłem, że chyba Morze nas dzisiaj nie chce. I zanurałem z Andriejem z brzegu. Ku mojemu zdziwieniu, to było bardzo przyjemne nurkownie. Przejrzystość wody na poziomie 6-7 metrów. Od samego brzegu duże formacje skalne i głazy porośnięte roślinnością, poruszającą się wraz z ruchem fal. Gdzie, nie gdzie rybki. Woda chłodna – 8 stopni. Na głębokościach do 25 metrów szybowałem sobie pomiędzy ogromnymi głazami. Naprawdę się świetnie wyluzowałem podczas tego nurkowanka. Andriej był świetnym partnerem, choć bardzo skupionym na wypatrywaniu żyjątek które mógł by zabić zwoim harpunem. Zauważyłem, że bardzo wielu nurków w Ukrainie zorientowych jest na zabijanie i konsumowanie podwodnego świata.

Następnego dnia popłynęliśmy na nurkowanie stalową łodzią Czunga-Czanga. W planach było nurkowanie pod obserwatorium morskim. Nurkowanie było przepiękne! Głebokość 30 metrów. Wizura super, około 8 metrów. Na dnie ogromne małże, którymi zajął się Andriej. Ja z Sergiejem pływaliśmy sobie wokół konstrukcji obserwatorium. Kolosalne wsporniki. Przybory do pomiaru pływów. Szkoda, że taka konstrukcja marnuje się. Komuna zbudowała, a nawoczesna Ukraina zmarnowała. Ale tak to już tu jest…
Kolejnego dnia popłynąliśmy w legendarne miejsce, w rejonie góry Ajudag i postsowieckiego, pionierskiego obozu Artek. Miejsce przepiękne. Obóz młodzieżowy Artek uważam za jeden z lepszych i najpiękniejszych projektów komuny. Góra Ajudag, jest także nazywana Górą – Niedźwiedziem. Swoim kształtem do złudzenia przypomina śpiącego misia.
Po dwóch godzinach płynięcia, wskoczyliśmy do wody. Opadłem na jakies 30 metrów. Tu był tylko piach. Popłynąłem na kompas w stronę brzegu. Na około 22 metrach zaczęło się ogromne zwałowisko, ogromnych głazów. Piękny widok. Głazy były tak wielkie, że tworzyły groty i korytarze, w które można wpłynąć, nawet na kilkanaście metrów.
Gdzie niegdzie, kolorowe rybki. Całkiem jak z Egiptu. W oddali piękna ławica rybek, dość sporych, ale tak szybkich i płochliwych, że nie wiem co to było.
Podwodne krajobrazy bardzo ładne. Lecz prawdę mówiąc, gdybym miał wybierać wyjazd do Chorwacji czy na Krym, niestety, wybrał bym chyba Chorwację.
Pewnie tu jeszcze wrócę. To jest w zasięgu ręki. Mogę nawet zapakować się do pociągu Kiev – Sevastopol, z twinem i torbą z sucharem, automatami, ocieplaczem i drobiazgami, przespać się w pociągu i rano być na Krymie. Chyba nawet przetestuję ten sposób nurania weekendowego.
Kontakt do klubu Aqua Marine w Balaklawie – Anatolij – +380692637252 – wypłynięcia na wraki, nitrox, trymix, tlen, twiny i stage